Wyprawa poselska do chana krymskiego

Tutaj Waszmościu tętni życie, Król stąd zarządza krajem, tutaj Sejm obraduje oraz zjeżdżają się goście zagraniczni

Re: Wyprawa poselska do chana krymskiego

Postprzez Bartolomeusz Kościuk » 27 maja 2024, 21:18

Tako po konwersacyi, Mości Pan Zaćwilichowski spoczął na krześle y pojąwszy zaprawioną dłonią lutnię, począł pośród świec ogni beatitudo wyłuskiwać pieśń z pamięci:

Pan Bog, który w ocemgniéniu
Władnié we wßyſtkim ſtwoŗeniu,
Pŗekłáda nam náße złoσci
Z ſwey ẃiélikiey boſkiéy ḿiłoσci.

Poſłáł do náſ wiθę ſwoié,
Iuƶ było poſelſtwo dwoié,
Wyſtŗega przez ſwe proroki,
Iuƶ nam nie chce dáć odwłoki.

Σle k nam ſwojé ḿiłoσniki,
Kaznoθiéje, puſtelniki,
Ci, któŗy náſ wyſtŗegaią,
Ducha prorockiégo maią.

Iawnié kaƶą puſtelnicy
We wſiách, w ḿiéσciech, po ulicy,
ſrogiḿ i pomstam i groƶą
Poẃiádaiąc wolą boƶą.

Oſtatnié poſłáł chorego
Niemocą zaraƶonego,
Çłoẃiék, który nie ḿiáł mowy,
Naçął móẃić tyḿi ſłowy:

ſłucháy koƶdy, kto ma ußy,
Raθ´ co rychléy o ſwey dußy,
Iuż tuθiéƶ pomſta nad naḿi,
Panié Kryſte, raç być ſ naḿi.

Wßyſtki złoσci tégo σwiáta
ſkaŗe w ty to pŗyßłe lata,
Iuƶ dáley cierpiéć nie raçy,
Gdy polepßeniá nie baçy.

Ŗekł pŗyſłać na σẃiát tŗy b́iédy,
Iuƶ jé ſpuσci leda kiédy
Walki, mory, głody ẃiélkie
W rychle pozna pleḿię wßelkié.

Napŗód pychę karać bęθié,
Bo pychy naẃięcéj wßęθié,
Ten gŗech ſob́ie barzo bŗyθi,
Bo mu ſie nieznoσny wiθi.

Nie lub́i ſyn Boży pychy,
Bo ſam był pokorny, cichy,
W rychłym çaſié ją ukróci,
Zetŗe, w niweç ią obroci.

Więc potym Pan kárać bęθié
Tych, co ſiéθą na uŗęθié.
Nieſpraẃiédliwe wygłaθi,
Na to ḿiéiſce inße wſaθi.

Kŗyçą do Boga uciſki,
Pŗeb́iyają niéba wßyſtki,
Ten głoſ wołáć nie pŗeſtanie:
Pomσci, pomσci, ḿiły Pánie.

Potym Ociéc ẃiékuisty
Bęθié karáł gŗech nieçyſty,
Niecháy tego będą iσci
Wßyſcy, któŗy ſą nieçyσci,

Wßyſtki gŗechy poſpolicié
Bęθie karáł znaḿiénicie,
Nie odpuσci nam ƶadnego,
Zwłaßça gŗechu σḿiertelnego.

A łakoḿi tego σwiata
Wezmą upad tego lata,
Niektóŗy będą ƶebrali,
Co ſkarb łakoḿie zb́iérali.

Ḿielić bogaci Węgroẃié
Złota doſyć pogotoẃié,
Któŗy ſwoy ſtan pyßno ẃiédli,
Iuƶ θiσ w niewoléy uſiédli.

Uciσniéni z koƶdey ſtrony,
Pobrano im θiatki, ƶony,
Potrácili ſwe iḿiénie,
Wpadli w okrutne ẃięziénie.

Nießláchetnać to nowina
Zwłaßça u kŗeσciyánina,
Iż Węgŗy ſąſieθi naßy
ſłuƶą w pęcié panu baßy.

Iuƶ goſpodaŗ goſpodaŗa
Nie pozoẃie pŗed rychtaŗa,
ſrogi Turçyn ſęθią w miéσcie,
Tak w Buθyniu, iako w Peßcié.

Węgiérſkich panów uf fały
Niçym nie są, iuƶ uſtały,
Iuƶ Węgŗyn zoſtał na koßu,
Turek ráθi na rakoßu.


Wtem trzask straszny przerwał biesiadę – piorun rwąwszy drzewinę porwał wzrok tłumów otaczających stół, którzy-to z zaciekawieniem w oczach, wypatrywali za okna.

—Bóg przemówił Imść Panie, — rzecze szlachcic Zaćwilichowski. — dość nam już melodyi.

Rzekł gospodarz kładąc instrument w oparciu o mebel.

—Skoroś na takowo zwodzącą wyprawę się porwał, Mości Panie Piotrze Jakubie, zesłać mi w obowiązku Ci poradę – bacz na wnuka wtórego Sobola Bazarowicza, warchoła co krew swą ze psią z-krzyżował, który zacnemu Soboli duszę w Królestwie Bożem rozsierdza. Herbem jego dwa półksiężyce w słup, rogami do się, co-to szczęką zdają się wyglądać, dusze krześcijan rozszarpującą. Poszukuj zaś Mojżesza Murza Taraka-Buczackiego, Tatara do wiary naszey zwróconego, który, jako klejnot (herb) jego ostendi, pała się pism różnorakich sporządzaniem; zna on strony Imć Panu obce. Wynajdziesz go okiem choćby y z tłumu tatarskiego, jako-że nosi on sukna nasze.

Rzekłszy słów tych parę, rozmowa poczęła się kreować dalej między szlachcicem a zacnym mieszczaninem. Noc natomiast jako się miała wybudzać, tak się wybudzała i słońce przeganiała coraz niżej.

Dobrzeć wam Panowie nie słyszeć lamentu stepowego, gdzie w dal na orientem dziatki Pańskie giną, broniąc swe dusze...



Avatar użytkownika
Szlachcic
Szlachcic
 
Posty: 164
Dołączył(a): 10 sie 2023, 03:52
Lokalizacja: Iszkołdź
Stopień: Pocztowy
Wykształcenie: Astronomia (fabuła)

Re: Wyprawa poselska do chana krymskiego

Postprzez Jakub Piotr Idyllicz » 29 maja 2024, 01:03

Bartolomeusz Kościuk napisał(a): Wtem trzask straszny przerwał biesiadę – piorun rwąwszy drzewinę porwał wzrok tłumów otaczających stół, którzy-to z zaciekawieniem w oczach, wypatrywali za okna.

—Bóg przemówił Imść Panie, — rzecze szlachcic Zaćwilichowski. — dość nam już melodyi.

Rzekł gospodarz kładąc instrument w oparciu o mebel.

—Skoroś na takowo zwodzącą wyprawę się porwał, Mości Panie Piotrze Jakubie, zesłać mi w obowiązku Ci poradę – bacz na wnuka wtórego Sobola Bazarowicza, warchoła co krew swą ze psią z-krzyżował, który zacnemu Soboli duszę w Królestwie Bożem rozsierdza. Herbem jego dwa półksiężyce w słup, rogami do się, co-to szczęką zdają się wyglądać, dusze krześcijan rozszarpującą. Poszukuj zaś Mojżesza Murza Taraka-Buczackiego, Tatara do wiary naszey zwróconego, który, jako klejnot (herb) jego ostendi, pała się pism różnorakich sporządzaniem; zna on strony Imć Panu obce. Wynajdziesz go okiem choćby y z tłumu tatarskiego, jako-że nosi on sukna nasze.

Rzekłszy słów tych parę, rozmowa poczęła się kreować dalej między szlachcicem a zacnym mieszczaninem. Noc natomiast jako się miała wybudzać, tak się wybudzała i słońce przeganiała coraz niżej.

Dobrzeć wam Panowie nie słyszeć lamentu stepowego, gdzie w dal na orientem dziatki Pańskie giną, broniąc swe dusze...


Chcąc przerwać ciszę, którą mąciło jeno strzelanie ognia, talerzy i grzmotów, Idyllicz skierował powoli swój wzrok na mości Zaćwilichowskiego i rozwarł swe usta, choć krótką chwilę zastanawiał się nad tym, co ma rzec.

— Wasza Miłość, acan Tarak-Buczacki gdzież teraz przesiaduje? Nie powiem, rad byłbym, gdybym nie musiał zbaczać z marszruty, bo tu za każdym jednym wzgórkiem zagon tatarski ałłachuje. — Odparł, jakoby strach powoli wdzierał mu się w piersi. Grzmoty, nasilające się za niewielkimi okienkami, przerywały co chwila myśli obu mężczyzn.

Wziąwszy w dłoń szklanicę, w której znajdował się dość wyborny trójniak, Jakub zwilżył gardło, po czym zaczął dalej wypytywać starego żołnierza.

— Od Kremieńczuga do czółna (czy innej czajki...) wsiądziem i nie wychylim z niej chociażby kołpaka, aż nie ujrzę ujścia Dniepru. Choć listy mam, do Bakczysaraju barz bojno...

Zza okna rozbrzmiewały odgłosy przedziwne, podobne wręcz do potyczki zbrojnej: grzmoty kojarzyły się z wystrzałami artyleryi, a monotonny stukot deszczu na myśl przywodził tętent koni - rytmiczny i równy. Scena to była dziwna, ale i interesująca.
Jakub Piotr Idyllicz
Mieszczanin Warszawski



Avatar użytkownika
Mieszczanin
Mieszczanin
 
Posty: 50
Dołączył(a): 14 maja 2024, 00:49
Lokalizacja: Warszawa
Wykształcenie: Szkoła parochialna

Re: Wyprawa poselska do chana krymskiego

Postprzez Bartolomeusz Kościuk » 29 maja 2024, 23:35

—Zacny Waść Tarak-Buczacki winien gnieździć się we Kremieńczugu, ieśli Bóg Ociec nie posłał Iegoż ducha w pola. Wadzić Iego pism devotionis Waćpana najście nie będzie. Iednakowoż, choci dusza krześcijańska, ostały się weń drobnostki butne – tako dai mu, Imść Panie bukłak, miodem wpierw napełnion, a pomierające czarcie siły puszczą Go, by w dobroci Bożey mógł Mości Pana przeprowadzić przez step. Smęci Imć Mojżesz (Murza Tarak-Buczacki) swe scripta w domostwie ni przytłaczającym rozmiarem, acz nie chamskim (chłopskim), białym, kwieciem obmalowanym po pomarłey z dawna żonie Iego.

Rzekłszy te słowa, żałość serca Mości Zaćwilichowskiego napadła. Ledwie palce styrane zdołały naczynie trunkiem napełnione puścić, a noc głęboka y gęsta oplotła okoliczną ziemię.

—Człekowi poddać się (winno) nocy, nie nocy człekowi. — wypuścił gospodarz. — Dobrzeć nam spocząć (w) tey porze.

Dopowiedziawszy, Imć Zaćwilichowski odprowadził personaliter swego gościa do przygotowaney komnaty, sam zaś udał się wtem do swojegoż pokoiku.
Bartolomeusz Kościuk

Herold Wiélki Koronny y Litewski


Obrazek

Obrazek



Avatar użytkownika
Szlachcic
Szlachcic
 
Posty: 164
Dołączył(a): 10 sie 2023, 03:52
Lokalizacja: Iszkołdź
Stopień: Pocztowy
Wykształcenie: Astronomia (fabuła)

Re: Wyprawa poselska do chana krymskiego

Postprzez Jakub Piotr Idyllicz » 01 cze 2024, 14:19

Idyllicz pozostał w Czechrynu przez okres Corpus Christi, nie barz obchodzone przez lokalnych Rusinów. Brak było pięknych procesji, dźwięku dzwonów i kwietnich gościńców. Wtórego dnia po Bożym Ciele przykaz obiegł dragonów, wzywając ich do wymarszu ante meridiem w stronę Kremieńczuga. Tak więc poseł Jakub Piotr Idyllicz wyruszył ze swą kompanią dragonów królewskich, nadal przyodzianych w swe czerwone kolety - choć długa droga odjęła im krwistości koloru.

PEREGRYNACYI DZIEŃ XII

Sanctae Angelae Merici Virginis

Dniepr - szlak „od Waregów do Greków”, jako drzewiej pisano. Rzeka była gościńcem łączącym Sicz z resztą Rzplitej, na której wiele bajdaków mknęło z nurtem w stronę Kudaku i dalej. Do twierdzy dotarliśmy circa meridiem, jako rachowałem. Oddział posławszy do lokalnej przystani, ruszyłem poszukiwać mospana Taraka-Buczackiego. Sprawiwszy mi trud niemały, po trzeciej zdrowaśce odnalazłem jego locum - "kwieciem obmalowany" dom. Po niemałej wymianie zdań i paru butelkach lokalnego trójniaka ruszyliśmy z imć Mojżeszem do reszty kompanii, gdzie załadowaliśmy się na kozacki bajdak. Sen nas zmorzył koło Romanówki.
Jakub Piotr Idyllicz
Mieszczanin Warszawski



Avatar użytkownika
Mieszczanin
Mieszczanin
 
Posty: 50
Dołączył(a): 14 maja 2024, 00:49
Lokalizacja: Warszawa
Wykształcenie: Szkoła parochialna

Re: Wyprawa poselska do chana krymskiego

Postprzez Jakub Piotr Idyllicz » 03 cze 2024, 15:17

PEREGRYNACYI DZIEŃ XIV

Feria secunda post festum Sancti Erasmi

Przybór wody ułatwiał nam żeglugę i porohy stawały się dla statków możliwe do przebycia. Koło Nienasytca kazano lądem ciągnąć, bo choć woda duża, ale tam nigdy przejechać nie można. Ledwie się jakie małe czółenko przemknie, powiadał mnie stary Murza Tarak-Buczacki. Vespere dopiero wsiedliśmy do łodzi, przeto dyjariusza nie tknąłem wycieńczony.
Rankiem ruszyliśmy z Chortycy w czertomelicki labirynt. W tym to zawikłanym labiryncie, Kozacy przedniejsze swe mają schronienie - Siczą zwane. Widzieliśmy wyspę niemałą z zrujnowanym zamkiem, otoczoną mnóstwem małych wysepek, nierównych, różnego kształtu, i pomieszanych z sobą; jedne z nich suche, drugie błotniste, tak zarosłe trzciną i sitowiem, iż nie widać dzielących je strumieni. Sine mora popędziliśmy dalej, nie chcąc spotkania z Zaporożcami.
Jakub Piotr Idyllicz
Mieszczanin Warszawski



Avatar użytkownika
Mieszczanin
Mieszczanin
 
Posty: 50
Dołączył(a): 14 maja 2024, 00:49
Lokalizacja: Warszawa
Wykształcenie: Szkoła parochialna

Re: Wyprawa poselska do chana krymskiego

Postprzez Jakub Piotr Idyllicz » 04 cze 2024, 22:36

PEREGRYNACYI DZIEŃ XV

Feria tertia post festum Sancti Erasmi

Bajdak nasz zacumował tempus matutinum nieopodal ujścia Ingulca do Dniepru. Tymczasem słońce poranne wstało nad step i powlokło chłodnym, bladozłotym światłem całą równinę. Pobliskie kępy rozjaśniły się wesoło, dalsze i mniej wyraźne zarysowały się wyraźniej. Osiodławszy wierzchowce ruszyliśmy na Chersonesus Taurica, to jest Krym. Przewodził nam dalej acan Tarak-Buczacki, człek spokojnego serca i wielkiego rozumu. Miesiąc wychynął właśnie zza horyzontu i obielił pustkę, głowy bodiaków i dal stepową. Osiedliśmy w jakoweś opuszczonej stanicy, wartę wystawiając dla bezpieczeństwa. Naszej localitas na mapach w stanie wskazać nie jestem, jeno rzec mogę, żeśmy mil niewiele już od Bakczysaraju.
Jakub Piotr Idyllicz
Mieszczanin Warszawski



Avatar użytkownika
Mieszczanin
Mieszczanin
 
Posty: 50
Dołączył(a): 14 maja 2024, 00:49
Lokalizacja: Warszawa
Wykształcenie: Szkoła parochialna

Re: Wyprawa poselska do chana krymskiego

Postprzez Jakub Piotr Idyllicz » 05 cze 2024, 23:08

PEREGRYNACYI DZIEŃ XVI

Sancti Bonifatii

Noc minęła spokojnie, bez żadnych perturbacji. Ruszyliśmy dalej na południe, powierzając nasze dusze imć Mojżeszowi. Post meridiem dotarliśmy do twierdzy Perekop, bramy na Krym. Konie nasze powoli odmawiały drogi, przeto stanęliśmy w twierdzy na chwil parę, miło zakrapianych gorzałką. Więcej nie pamiętam, bom pijany był straszliwie.
Jakub Piotr Idyllicz
Mieszczanin Warszawski



Avatar użytkownika
Mieszczanin
Mieszczanin
 
Posty: 50
Dołączył(a): 14 maja 2024, 00:49
Lokalizacja: Warszawa
Wykształcenie: Szkoła parochialna

Re: Wyprawa poselska do chana krymskiego

Postprzez Jakub Piotr Idyllicz » 08 cze 2024, 15:35

PEREGRYNACYI DZIEŃ XIX

Sanctae Hedvigis Dei gratia regina Poloniae

Dni ostatnie minęły względnym spokojem, przeto nie było necessitas dyjariusza mego stron atramentem brudzić. Przemierzając stepy Kozłowa ujrzeliśmy góry krymskie, pośród których najwspanialej zarysowuje się w formie namiotu Czatyrdah. O minarecie świata! Przeto dalej ruszyliśmy wybrzeżami, kierując się do stolicy chanów.
Vespere dotarliśmy do Bakczysaraju, gdzie przyjęto nas należycie, jako posłów królewskich. Chan osadził nas w zajeździe niewielkim, nieopodal pałacu.
Frasunku pewnego przyprawiają mi mary, że nic może wyjść z paktowania.
Jakub Piotr Idyllicz
Mieszczanin Warszawski



Avatar użytkownika
Mieszczanin
Mieszczanin
 
Posty: 50
Dołączył(a): 14 maja 2024, 00:49
Lokalizacja: Warszawa
Wykształcenie: Szkoła parochialna

Re: Wyprawa poselska do chana krymskiego

Postprzez Jakub Piotr Idyllicz » 10 cze 2024, 00:32

PEREGRYNACYI DZIEŃ XX

Sancti Vincentii

Spokojny dźwięk adhanu, wydobywający się z ust muezinów, rozbrzmiewał nad całym Bachczysarajem. Doprawdy miasto to dzikie, orientalne, lecz i krasne. Bogdaj mnie uwięziono w Czufut-Kale, bym mógł się tym widokiem napawać przy Słońcu i Miesiącu! W południe kończono dhuhr; przybyli gońcy i kapykułowie, oznajmiając, iże chan chce audire mnie, posła koronnego. Przeto ruszyłem z nimi i przedmiotem mego przybycia - listami Króla Jegomości.


Prowadzony przez kapykułów, Jakub Piotr Idyllicz pozostał sam z Murzą Tarak-Buczackim. Powoli przed ich oczyma rysowały się mury pałacu chanów, do którego rychło weszli. Atmosfera była gęsta i nieprzychylna, wręcz szablą można by ją ciąć. Pałac to był wielki, orientalny - dzieło tureckich, perskich i włoskich architektów.
Niedługo później byli już przed salą audiencyjną, gdzie zasiadał chan wraz z całym Dywanem. W sali roiło się od urzędników i karaczy, którzy głośno rozmawiali o sprawach niezrozumiałych.
Chwila nastała. Do sali, prowadzone przez wezyra dworu, weszło poselstwo z Rzeczypospolitej, na którego czele stał młody poseł koronny Idyllicz. Dokonawszy wszelkich pokłonów i przekazania darów, w tym przeszło siedmiuset denarów, list wręczono imści Tarakowi-Buczackiemu, który w straszliwej ciszy wyczytywał kolejne zdania królewskiego listu. Po wypowiedzeniu ostatnich słów przez Mojżesza chan Gazi Girej zamyślił się, po czem wezwał swój Dywan, by mu doradzili w tak błachej, lecz dla Korony i Litwy ważnej sprawie.
Minęły godziny, nim otrzymano respons: chan Bora sprawiedliwość srogą wymierzy ordyńcom, a królowi rychło listy wypisze, zwyczajem w języku polskim.
Idyllicz wraz z Murzą na terenie posiadłości chanów pozostali do wieczora, przekazując mimochodem listy do niejakiego Mehmeta-Agi. Wypuszczono ich wolno po ostatnim salacie, kiedy to jakowyś starzec, urzędnik chana, wręczył im listy z dworu tatarskiego, by trafiły one do Warszawy. Miesiąc uniósł się nad górami krymskimi, oświetlając ich kamieniste zbocza. Pora wracać.
Jakub Piotr Idyllicz
Mieszczanin Warszawski



Avatar użytkownika
Mieszczanin
Mieszczanin
 
Posty: 50
Dołączył(a): 14 maja 2024, 00:49
Lokalizacja: Warszawa
Wykształcenie: Szkoła parochialna

Re: Wyprawa poselska do chana krymskiego

Postprzez Jakub Piotr Idyllicz » dzisiaj, 15:50

Następnego dnia orszak poselski Idyllicza gotował się do drogi powrotnej. Dragoni dokonywali potrzebnych zakupów na targach abo smakowali okowity w gospodach.
Na obrzeżach Bachczysaraju, skąd wyraźnie rysowała się potężna twierdza górującą nad miastem, znajdowało się miejsce skromne, lecz gwarne i pełne boleśni - był to targ niewolników, którzy sprowadzeni tu przez ordyńców zawierzali swój los w ręce psów bisurmańskich. Widok owy, który ujrzał poseł wraz z imści Tarakiem-Buczackim, mroził krew w żyłach. Ludzie, pochodzenia wszelakiego, traktowani byli jak bydło, gwałtem obdzierani z odzienia i kładzeni na ławy, gdzie ilość dukatów decydowała o ich losie.
Po raptownej, lecz niedługiej, dyspucie, poseł Idyllicz sięgnął po swą kiesę i wszedł w czarną masę, znikając z oczu Mojżesza. Kto nie widział tego bazaru, ten niczego nie widział na świecie. Matkę odrywają tam od syna i córki, syna - od ojca i brata i sprzedają ich pośród lamentu, wołania o ratunek, jęków i płaczu. Jeśli byli chorzy, słabi lub ranni - mordowano bez miłosierdzia. Wszyscy wiedzieli, że trafią na galery, do kamieniołomów, rolnictwa, służby domowej, rzemiosła czy jeszcze innych zajęć, które wykonywać będą ad mortem.
Po przeszło godzinie handlu, Jakub Piotr wyprowadził z targu trzy personas - męża wiekiem dojrzałego, z oznakami szronu na skroniach, pacholęcie z okolic Kudaku i niewiastę z zaczerwienionymi od płaczu oczyma i licem gładkim. Przybrano ich w najtańsze odzienie i nakarmiono, by w powrotnej marszrucie nie zmarli z nędzy i głodu.
Czwartkowym rankiem, kiedy jeszcze obaczyć można było Miesiąc nad głowami, kompania wyruszyła z Bachczysaraju na północ, pełna sił i animuszu.

PEREGRYNACYI DZIEŃ XXIII

Sancti Antonii Lusitani

Ma misja dyplomatyczna w Bachczysaraju zaowocowała, przeto o owych ordyńców buczackich Król Jegomość głowić się nie winien. Z ranka wypisałem listy i gońcem słałem do Warszawy, by zawiadomiły dwór o mych poczynkach i rychłym powrocie poselstwa. Dragonia ma, wraz z trzema duszami oswobodzonymi z rąk tatarskich, na które przeszło pięćset denarów wyłożyłem, tempus matutinum ruszyła w stronę ziem ukrainnych. Dyjariusza mego stron niewiele pozostało, przeto treściwiej i mniej pisać mi przychodzi następne notki.
Jakub Piotr Idyllicz
Mieszczanin Warszawski



Avatar użytkownika
Mieszczanin
Mieszczanin
 
Posty: 50
Dołączył(a): 14 maja 2024, 00:49
Lokalizacja: Warszawa
Wykształcenie: Szkoła parochialna

Poprzednia strona

kuchnie na wymiar kalwaria zebrzydowska

Powrót do Korona Królestwa Polskiego

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość