Ponowne wejście Tatarów na ziemie ukrainne zaskoczyło Kozaków. Komunikacja z resztą wojsk została przerwana, bowiem chan tatarski, nie mając artylerii, ominął Siczy i ruszył na Czehryń.
Ataman koszowy, dzień po przejściu ordy zdecydował się przemieścić czajki na rzekę Ingulec i z nich nękać rajdami tatarskie czambuły. Oprócz czajek, rozebrano także bajdak i załadowano na wóz. Razem z łodziami poszedł cały pułk zaporoski. Zaprawieni w bojach mołojcy nie rwali się do walki, ale widać było po nich chęć zmierzenia się z niewiernymi najeźdźcami. Kozakom zdecydowało się towarzyszyć kilku księży, aby podnosić ich na duchu. Pułk odszedł z Siczy pełen ducha bojowego. W tym samym czasie posłańcy atamana gnali do innych pułków aby nakazać im koncentrację w Czerkasach. Koszowy wysłał po dwóch mołojców do pułku, ale i w każdym liście zawarł polecenie aby dowódca dał znać o treści listu innym pułkom.
Tym czasem orda szła nie niepokojona przez nikogo na północ. Brak oporu rodził w niejednej niemądręj głowie tarskiej marzenie o złupieniu kijowskich cerkwi. Rozochoceni bejowie decydowali się na samodzielne wyprawy we wszystkie strony świata, łupiąc wsie i mniejsze osady miejskie.
Nim Tatarzy zbliżyli się do większych miast, Zaporożcy postawili swoje łodzie na tafli rzeki i ruszyli w górę. Na wysokości Przewołocznej ujrzeli na brzegu kłęby dymu. Wiedzieli że to nie jest dym z kominów, a źródło może być jedynie jedno: czambuł. Jak czambuł to trzeba zejść na ląd. Jedna sotnia wyładowała się w oddaleniu od płonącej osady. Z bajdaka ściągnięto nawet armaty. Kozacy wysłani na zwiady potwierdzili że rabunek trwa. Mołojcy poszli naprzód kryjąc się w przyrzecznych zaroślach. W okolicach samej wioski nie było zarośli w któych można było się skryć, więc kozactwo musiało się ujawnić, aczkolwiek mało kto ich początkowo zauważył. Biegiem znaleźli się w odległości strzału z arkabuzów. Świetni strzelcy pobili blisko wszystkich widocznych akurat ordyńców.
Widząc brak taboru i mizerną liczbę kozaków, bej dowodzący czambułem popełnił fatalny błąd. Kazał swoim ludziom szarżować na kozaków. Zaporożcy rzucili się do, pozornie bezładnej ucieczki. Kierowali się w stronę rzeki. Kiedy setnik zobaczył że nie ma szans uciec, kazał swoim ludziom rozproszyć się na boki. To zostawiło wolne pole dla kanonierów, którzy potraktowali ordynców kartaczami. Bej kazał tatarom atakować dalej, ale posłuchali jedynie niektórzy, Tych, kolejna salwa kartaczy, połączona z ogniem pozostałych sotni i śmigownic na czajkach, rozniosła całkowicie. Reszta, zostawiając swojego wodza bez konia uszła do głównych sił. Bej próbował uciekać pieszo, ale Kozacy biegli szybciej i dostał się w ich ręce.
Ataman postanowił spróbować przesłać jeńca królowi, choć nie widział gdzie ten dokładnie się znajduje, wyznaczył najlepszych ludzi, aby złapali konie tatarów i zawieźli nimi tatara do króla.


