|
Wojna o panowanie nad Estonią
przez Maurycy Orański » 25 sie 2026, 11:54
Wartownicy wejścia do portu w Kłajpedzie przecierali oczy ze zdumienia. Od strony w Bałtyku nie nadciągał żaden zwykły konwój, ani nawet silna eskadra. Zza horyzontu wyłaniał się las masztów tak gęsty, że zdawał się przysłaniać całe niebo. Dwadzieścia osiem okrętów wojennych wchodziło na redę litewskiego portu. Kłajpeda, choć przywykła do widoku zbrojnych statków, zamarła w pełnym podziwu bezruchu. Na czele płynął galeon „Biały Krzyż”, na ptórego masztach powiewały proporce zdradzające że Wielki Admirał Maurycy Orański znajduje się na pokładzie. Tuż za nim szedł nowokurlandzki kolos „Das Wappen der Herzogin von Kurland”, a dalej, w nienagannym szyku, reszta tej morderczej machiny. Gdy mijały wejśice do portu, z zamku kłajpedzkiego oddano salut artyleryjski, witając przybyszów. Książę Admirał, odbywszy niezbędne ceremonię powitania, skierował się natychmiast do kwatery głównej garnizonu. W międzyczasie, posłał marynarzy na poszukiwanie najważniejszych oficerów w mieście. W szczególności chodziło mu o tych dowodzących jego siłami prywatnymi. Godzinę później, w komnatach zamku kłajpedzkiego zebrała się rada wojenna. Przy potężnym, dębowym stole, zawalonym mapami Bałtyku i Inflant, zasiedli oficerowie italscy i nowokurlanddzcy, komodor Żółtej Eskadry Litewskiej, kapitanowie „Smoka z Parnawy” i „Złotego Lwa”. Obok nich znajdowali się rotmistrzowie najważniejszych chorągwi z sił prywatnych księcia oraz kapitanowie jednostek gwardii. Najważniejszym gościem był jednak oficer wywiadu. -Mamy najświeższe wieści z Gotlandii i Inflant, Wasza Książęca Mość. Zwiadowcy potwierdzają pozycję wroga.-odezwał się na znak od dowódcy – Co robi wiceadmirał Fleming? – zapytał Wielki Admirał, pochylając się nad stołem. – Szwedzki wiceadmirał poczuł się zbyt pewnie – odparł szpieg z lodowatym uśmiechem, zerkając do notatek – Podzielił swoje siły. Trzon jego floty liniowej zablokował Cieśninę Irbeńską, osłaniając ciężkie konwoje zaopatrzeniowe dla armii Stenbocka w Inflantach. Reszta, lżejsze eskadry i okręty patrolowe, krążą u brzegów Skanii i Olandii. Spodziewają się prawdopodobnie zagrożenia jedynie ze strony naszej floty koronnej Imć Pana Radziwiłła. Wiedzą że Litwa im nie zagrozi.-rozwinął swoją myśl -Fleming patrzy w złym kierunku. Uważa, że Bałtyk należy do niego. Nie ma bladego pojęcia, jaka siła zebrała dziś tutaj. Ich pogrzeb już się rozpoczął-skomentował z, właściwą sobie, złośliwością Orański -Ale ta niewiedza nie potrwa długo. Nie oszukujmy się, panowie. Trzydzieści okrętów wojennych i tysiące szabel w Kłajpedzie to widok, którego szwedzcy szpiedzy i pomniejsi kupcy nie przeoczą. Kwestią dni, jeśli nie godzin, jest to, że kurierzy popędzą do Fleminga na północ z ostrzeżeniem. Jeśli dowie się, co na niego idzie, wycofa się lub ściągnie wszystkie eskadry w jedną potężną linię.-dodał poważniej -A wtedy trup, zamiast dać się zakopać w grobie, wyskoczy z trumny.-odezwał się kapitan "Smoka z Parnawy" -Dlatego musimy się spieszyć. Ładować zapasy jak najszybciej. Potem niech ludzie idą spać. Płyniemy o świcie.-zarządził Maurycy. Po zakończeniu narady, książę dołączył do marynarzy by pomóc im w załadunku. Za jego przykładem poszła część oficerów.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,

-
-

- Wojewoda

-
- Posty: 5064
- Dołączył(a): 21 kwi 2016, 13:36
- Lokalizacja: Tarnów
- Medale: 26
-
-
-
-
-
-
-
-
-
- Godności Kancelaryjne: .
- Stopień: Wielki Admirał
- Wykształcenie: Wojskowe
przez Maurycy Orański » 27 sie 2026, 21:26
Wczorajszego ranka mgła wciąż gęsto słała się nad kłajpedzkim basenem portowym, gdy na pokładach żeglarze przygotowywali jednostki do wypłynięcia. Gdy wychodzili w morze, nie było bębnów ani pożegnalnych salw. Armadę żegnali jedynie orańscy żołnierze, którzy strzegli portu. Na czele formującej się awangardy kroczył potężny flagowiec, którym został "Das Wappen Der Herzogin von Kurland". Wiatr rozwinął wciągnięty na jego maszt proporzec Wielkiego Admirała Rzeczypospolitej. Niewiele niżej łopotał znak Wielkiego Admirała Urbino. Bezpośrednio za flagowcem, burtę w burtę, szły pozostałe ciężkie okręty. Formacje zamykała grupa czterech fluit. Stojąc na mostku, Orański czuł tępy ból w lewej dłoni. Dawny uraz, odniesiony w walce wręcz, dał o sobie znać po tym, jak nocą osobiście pomagał w ładowaniu beczek z prochem i lin. Gdy wybrzeża Żmudzi i Litwy zamieniły się w cienką, szarą linię, z morskich mgieł, przed dziobem armady wyłoniły się dwa dodatkowe żagle. To były dwie pinasy z Białej Eskadry, które patrolowały morze w oczekiwaniu na siły główne. Płynnie dołączyły do formacji, flankując szyk. Kolejnego dnia, morze nabrało głębokiego, stalowego odcienia, a porywisty wiatr wygrywał na olinowaniu jakby melodię. Trzydzieści pięć okrętów idzie w idealnym szyku, tnąc wodę z nieubłaganą precyzją. W całej flocie zarządzono ostateczne przygotowania. Wachta na bocianich gniazdach została podwojona. Broń, amunicja i piasek są w każdej chwili gotowe do użycia.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,

-
-

- Wojewoda

-
- Posty: 5064
- Dołączył(a): 21 kwi 2016, 13:36
- Lokalizacja: Tarnów
- Medale: 26
-
-
-
-
-
-
-
-
-
- Godności Kancelaryjne: .
- Stopień: Wielki Admirał
- Wykształcenie: Wojskowe
przez Maurycy Orański » 29 sie 2026, 00:09
Trzeciego dnia rejsu, tuż po świcie, gęsta bałtycka mgła zaczęła rzednąć, odsłaniając surowe, stalowe wody. Z bocianiego gniazda okrętu flagowego padł wreszcie wyczekiwany okrzyk. Na północnym zachodzie zarysowały się żagle. Wywiad nie mylił się co do pozycji wroga, jednak wiceadmirał Fleming nie dał się całkowicie zaskoczyć i zdołał w porę skoncentrować swoje siły. Przed dziobami połączonej armady wyrosła flota szwedzka licząca dwadzieścia siedem okrętów. Wiceadmirał Fleming, mimo ewidentnej dysproporcji sił na korzyść połączonej armady, uformował, prawie od linijki, szyk torowy. Liczył, że szwedzka dyscyplina i ciężka artyleria powstrzymają impet uderzenia przeważającej liczby okrętów połączonych flot. Skoro Szwedzi byli już na horyzoncie, do starcia zostały najwyżej dwie, może trzy godziny. Trzeba było Fakt że jego siły składają się z marynarzy z różnych flot, ledwie się znających nawzajem, frapował bardzo księcia admirała od wypłynięcia z Pesaro. Nie widział innej możliwości jak połączyć jednostki w eskadry narodowe. Na czele Litwini z marynarzami prywatnymi z którymi walczyli razem już od początku wojny. Za nimi rdzeń sił, czyli koloniści z Nowej Kurlandii. Na skrzydłach Włosi z Urbino. Znając i szanując szwedzką karność, Orański postanowił rzucić wszystko, włącznie ze skarbem Wielkiego Księstwa i swoim, na jedną kartę. Mając pewną rezerwę w postaci przewagi liczebnej, postanowił zamienić dwie fluity w brandery. Wybór padł na jego własnego "Smoka z Parnawy" oraz litewskiego "Strzelca". Litwini chętnie zgodzili się na samobójczą akcję, pałając żądzą zemsty za towarzyszy spoczywających na dnie Zatoki Ryskiej. Marynarze ze wszystkich flot otrzymali rozkaz oddania wszystkiego co łatwopalne: smoły i dziegciu do uszczelniania kadłuba, pakuł i płótna żaglowego, oleju z kuchni oraz części amunicji. Książę, nie chcąc tracić czasu, zakazał ewakuacji większości prowiantu oraz armat. Te ostatnie miały zostać załadowane podwójnym ładunkiem prochu i taką ilością siekańców jaką się uda. W tym samym czasie, na dziobach przyszłych branderów znalazły się wszystkie kotwice jakie były na nich. Zadaniem tej konstrukcji było się wbić w bok lub bukszpryt Szweda i uniemożliwić odczepienie płonącej jednostki. Po ukończeniu konstruowania pływających bomb, nadprogramowe załogi rozmieszczono na innych okrętach, a "kamikaze" podpalili lonty i ruszyli w kierunku szwedzkiej linii. Siłom koalicyjnym towarzyszył silny niepokój. Bycie podstawą litery T nigdy nie jest komfortowe dla żeglarza. Szwedzi, widząc dymiące sylwetki, również nieco się zlękli. Ale trwało to tylko chwile. Opanowani oficerowie nieprzyjaciela zaraz zarządzili otwarcie ognia do nadpływających fluit. Pierwsza salwa trafiła, ale nie zatopiła żadnego okrętu. Nastąpiły długie minuty przeładowania. Minuty będące przyjaciółmi Orańskiego, a wrogami Fleminga. Kolejna salwa wysadziła w powietrze "Smoka". Fleuta zamieniła się w plamę dymiących się zgliszcz. "Strzelec" podzielił los swojego kamrata. Atak okrętów ogniowych nie był jednak kompletną porażką sił księcia. Cenny czasupłynął na skupieniu Szwedów na ledwie dwóch jednostkach, ocalając resztę floty. Dodatkowo dymiące szczątki wytworzyły pewną zasłonę dla jego floty, która zbliżyła się do szwedzkiego szyku. Szwedzi oddali jedną salwę, powalając wielu marynarzy, ale jednostki koalicji przetrwały. – Zwierać burty! Nie strzelać z dystansu, wchodzić na ich kark! – wrzeszczał Wielki Admirał do tuby głosowej. W ostatniej chwili, jednocześnie z salwami z arkebuzów piechoty morskiej, furty działowe z lewej burty rozbłysły ogniem. Strzelały kartaczami. Efekt był apokaliptyczny. Potężna chmura ołowiu i żelaza zmiotła całą szwedzką załogę stojącą na odkrytym pokładzie i przy burtach Gdy dym jeszcze dobrze nie opadł, piechota i bosmani rzucili z obydwu pokładów ciężkie żelazne dreki i kotwice, a marynarze natychmiast zaciągnęli liny. Pomiędzy relingami obu okrętów natychmiast zarzucono deski abordażowe, a Pan Admirał, z szablą w dłoni, osobiście poprowadził szturm wprost na pokład wroga. Zaledwie krótką chwilę po tym, jak okręt flagowy oddał salwę z kartaczy i zrównał się z prawą burtą Szweda, z gęstego dymu wyłonił się drugi kolos floty kolonialnej, „Pax”. Zgodnie z rozkazem wydanym przed bitwą, dobił do drugiej burty wroga. Widząc że flagowiec już zaczął atak, kapitan "Pax'a" nie kazał oddać salwy burtowej. Strzelano jedynie z broni ręcznej. Dla Szwedów nie było już żadnej ucieczki ani taktyki obronnej. Pikinierzy nie wiedzieli, w którą stronę się odwrócić, a nazwa „Pax” (Pokój) na rufie okrętu, który właśnie z zimną krwią przynosił śmierć załodze wroga, zabrzmiała jak makabryczny żart. Flaga z trzema koronami, bardzo szybko zawędrowała w dół, jako znak kapitulacji. Pozostałe dwa kolosy z kolonii, okrętu flagowego i "Paxa", poszły za ciosem. Wbiły się z pełnym impetem w drugi z wielkich szwedzkich okrętów. Sytuacja była bardzo podobna, z tą różnicą, że to Szwed wypalił "z przyłożenia" do "Prinzessin von Kurland", poważnie go uszkadzając. Nie zmieniło to jednak ostatecznego wyniku. Pozostałe kolonialne galeony rozproszyły się parami, wjeżdżając w luki, które powstały w szwedzkiej linii po ucieczce okrętów flagowych. Szwedzkie mniejsze galeony (te liczące po 20–24 działa), oszołomione faktem, największe jednostki skapitulowały, a linia przestała istnieć, zostały natychmiast rozbite na pojedyncze mini-bitwy. Pary trzymały się bezwzględnie instrukcji współdziałania, a w wypadku utracenia partnera, szybko odnajdywały nowego, albo dołączały "na trzeciego" do jakiejś pary. W każdym razie, nikt nie mógł działać samodzielnie Włosi z Księstwa Urbino, choć stanowiący kontyngent egzotyczny i potencjalnie niezgrany, od samego początku bitwy udowodnili swoją klasę. Gdy szwedzkie giganty zacieśniły szyk, lżejsze okręty usiłowały wykonać manewr okrążający", by zajść flotę sojuszników giganty od rufy. Włosi natychmiast odpowiedzieli kontrmanewrem. Galeony związały wroga pojedynkiem ogniowym, gdy włoskie i kolonialne pinasy oraz grupa litewsko-orańska, zbliżyły się do niego aby dokonać abordażu. Po kilku godzinach bitwy, Szwedka flota przestała istnieć. Dwa wielkie galeony wpadły w ręce nowokurladczyków. Trzeci zatonął. Większość reszty galeonów również wpadła w ręce floty księcia. Trzy pinasy zatonęły. Reszta się poddała. Z połączonych flot na dnie spoczęły fluity "Smok z Parnawy"i "Strzelec", galeon "Neptunus" oraz pinasa "Spettro". Wiele innych okrętów wymagało pilnych napraw. I najgorsze, ogromne straty w ludziach. Z tego powodu, większość pryzów, po ogołoceniu z cenniejszych rzeczy została podpalona. Zajęto jedynie największe czyli dwa wielkie galeony i dwa galeony wojenne. Następnie, Flota skierowała się do WIndawy.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,

-
-

- Wojewoda

-
- Posty: 5064
- Dołączył(a): 21 kwi 2016, 13:36
- Lokalizacja: Tarnów
- Medale: 26
-
-
-
-
-
-
-
-
-
- Godności Kancelaryjne: .
- Stopień: Wielki Admirał
- Wykształcenie: Wojskowe
przez Maurycy Orański » 08 wrz 2026, 21:27
Przez ostatnie dwa tygodnie kurlandzkie stocznie nie spały. Armada wciąż robiła imponujące wrażenie – na redzie i w dokach kołysało się równo trzydzieści jeden okrętów wojennych. W tej liczbie było dwadzieścia sześć ocalałych jednostek flot wojnennych oraz pięć odremontowanych szwedzkich pryzów z dumnie łopoczącymi pod nimi flagami Rzeczypospolitej i Urbino. Statki pływały, a furty działowe pozostawały pełne. Pomogły w tym działa uratowane nadludzkim wysiłkiem z tonącego, urbińskiego galeonu "Rosetti". Niestety, działa z "Temperantii", która dosłownie rozpadła się na pół, spoczęły na dnie morza. Na szczęście, spostrzegawczy oficerowie w porę zauważyli pękanie wręgów i przyspieszyli ewakuację załogi. Dodatkowo, liczne, mordercze abordaże podczas zeszłej bitwy pochłonęły przerażającą liczbę ofiar. Szpitale polowe, kościoły i karczmy w Windawie pękały w szwach od rannych weteranów, nad którymi dwoili się i troili medycy, próbując ratować amputowane kończyny i zszywać rany po drewnianych i ołowianych odłamkach, kulach i ostrzach. W odpowiedzi na kadrowe wyrwy, oficerowie Księcia natychmiast rozpoczęli intensywną rekrutację, werbując do służby kogo tylko się dało z okolicznych miast i wsi. Najpierw rekrutowano ludzi morza i byłych żołnierzy. Jednak to było za mało. Rekrutowano więc każdego ochotnika, starając się mu zapewnić najpotrzebniejsze przeszkolenie. W nowej bitwie to mógł być brak na wagę życia załogantów i losu całego okrętu. Książę, po powrocie z Rotrii, nakazał przesunięcie doświadczonych wilków morskich na mniejsze jednostki. Mają one wyjść w morze by nękać osłabionych Szwedów wypadami korsarskimi. Książę podzielił flotę na pary, które po zmroku wyszły na łowy. Książę natomiast wyjechał z Windawy do Gdańska.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,

-
-

- Wojewoda

-
- Posty: 5064
- Dołączył(a): 21 kwi 2016, 13:36
- Lokalizacja: Tarnów
- Medale: 26
-
-
-
-
-
-
-
-
-
- Godności Kancelaryjne: .
- Stopień: Wielki Admirał
- Wykształcenie: Wojskowe
przez Jerzy IV » 19 wrz 2026, 17:49
Chłodny, jesienny wiatr omiatał spokojne wody portu w Parnawie, gdzie po tygodniach wytężonej pracy cieśli i szkutników, szwedzka armada w końcu lśniła dawną, choć naznaczoną bitewnymi bliznami świetnością. Ukończono przeglądy oraz naprawy ocalałego rdzenia floty; na redzie dumnie kołysały się dwa wielkie galeony, siedem galeonów wojennych, sześć małych galeonów oraz pięć zwinnych pinas. Do tego imponującego zgrupowania dołączyły niedawno posiłki prosto ze Szwecji. Z głębi kraju bezpiecznie dotarły dwa małe galeony, które uniknęły zniszczenia tylko dlatego, że znajdowały się w innej stoczni niż ta zaatakowana przez przeciwnika. Co więcej, przez ostatnie trzy miesiące rozejmu szwedzcy stoczniowcy nie próżnowali, spuszczając na wodę pięć zupełnie nowych pinas. Potencjał uderzeniowy armady doraźnie wzmocniono również poprzez gruntowną przebudowę dziesięciu pękatych, kupieckich fleut, w których wycięto dodatkowe furty działowe, zamieniając je w ciężkie okręty wojenne. W przestronnej kajucie okrętu flagowego panowała gęsta od tytoniowego dymu atmosfera. Nad rozłożonymi mapami Bałtyku pochylali się najważniejsi oficerowie marynarki: wiceadmirał Claes Fleming, wiceadmirał Nils Gyllenstierna oraz kontradmirał Lars Strömfelt. Porażki minionych miesięcy mocno uderzyły w szwedzką dumę, ale potężna, odrestaurowana flota stacjonująca w Parnawie dawała szansę na zdecydowany rewanż. – Flota Rzeczypospolitej poczuła się zbyt pewnie na naszych wodach – odezwał się chłodno Fleming, uderzając palcem w punkt na mapie. – Nasze okręty są gotowe, uszczelnione, a ich pokłady zaroją się od piechoty. Czas zorganizować ten chaos w żelazne eskadry i odzyskać inicjatywę.Dowódcy w rzeczowej dyskusji zaczęli rozdzielać między siebie komendę nad zreorganizowaną flotą. Gyllenstierna, który doskonale sprawdził się w utrzymywaniu szyku blokadowego, postulował przejęcie dowództwa nad częścią najcięższych galeonów i zmodernizowanymi fleutami, które idealnie nadawały się do siłowego miażdżenia wroga. Fleming i Strömfelt dyskutowali o objęciu sterów nad lżejszymi, zwrotniejszymi eskadrami pościgowymi, mającymi za zadanie wiązać przeciwnika ogniem i przygotowywać grunt pod abordaż. Plan działania krystalizował się z każdą minutą a szwedzcy dowódcy ustalali ostatnie detale, gotując się do walnej rozprawy z flotą koalicyjną.
/-/ Jerzy IV Dei gratia rex Poloniae, magnus dux Lithuaniae, Russiae, Prussiae, Masoviae, Samogitiae, Livoniaeque, Smolenscie, Severiae, Czernichoviaeque necnon magnus dux Oraniae, Rex Fidelissimus
-
-

- Jego Królewska Mość

-
- Posty: 2443
- Dołączył(a): 18 sie 2022, 12:22
- Lokalizacja: Dorpat
- Medale: 6
-
-
- Godności Kancelaryjne: .
- Stopień: Viceadmirał
- Wykształcenie: doktor net
przez Maurycy Orański » 19 wrz 2026, 19:34
Kiedy wiatr nad Bałtykiem zmienił kierunek na chłodniejszy, północno-wschodni, zwiastując nadejście jesiennych sztormów, na redzie w Windawie zaczęły pojawiać się znajome sylwetki. "Wilcze Pary", po kilkunastu dniach bezlitosnego polowania, wracały do bazy, by uzupełnić zapasy prochu, słodkiej wody i wyładować łupy. Dla rachmistrzów admiralicji był to czas wytężonej pracy. Watahy z zachodu i centrum wracały ciężkie od zdobyczy. Rozładowywano miedziane płyty, zarekwirowane w Kopenhadze angielskie muszkiety i tony szwedzkiej rudy żelaza. Jednakże oficerowie, którzy schodzili na pirsy z poszarpanymi żaglami i osmolonymi twarzami, nie przynosili samych dobrych wieści. Bałtyk przestał być pustym rezerwatem łowieckim. Wróg zaczął się bronić. Kapitan 'Prudentii" zameldował się w sztabie z ponurą twarzą. Zeznał, że u wylotu szkierów natknęli się na zgrupowanie wrogich okrętów, jednak nie były to bezbronne transportowce. – To były upiory z floty Fleminga, Wasza Książęca MośćTe same szybkie pinasy, które uciekły nam z rzezi w Zatoce Ryskiej. – raportował oficer. -Natknęliśmy się na parę. Pewnikiem prawdziwych Wilków Morskich. Dwie godziny ostrzeliwaliśmy się z dystansu. Trafiali w nasz takielunek i tak nas poszatkowali że ledwo uciekliśmy na jakichkolwiek żaglach.-relacjonował z uznaniem. Prawdziwy szok nadszedł jednak wraz z powrotem watah z wód między Gotlandią, Olandią a Bornholmem. Późnym popołudniem dzwony w Windawie uderzyły na alarm. Na horyzoncie pojawiły się dwa galeony . Powinny stanowić siłę zdolną zmieść z powierzchni wody każdy uzbrojony konwój. Tymczasem do portu wpłynął obraz nędzy i rozpaczy. Jeden z galeonów był holowany przez drugi. Miał zrujnowany główny maszt, strzaskany kasztel rufowy i wielką, ziejącą wyrwę w lewej burcie, z której nieustannie wypompowywano wodę. Pokład spływał krwią. Gdy ciężko ranny dowódca watahy stanął przed obliczem oficerów sztabowych, przyniósł wieści, które wywróciły do góry nogami ocenę strategiczną Bałtyku. – Zostaliśmy napadnięci, Panie. Polowaliśmy na konwój z Karlskrony. Nagle zza cypla Olandii wyszła na nas eskadra ratunkowa. Ale to nie były szwedzkie okręty patrolowe. To była linia bojowa. Dobrze że byliśmy szybsi i Szwedzi od nas odstąpili.– wycharczał oficer, widocznie jeszcze słaby z powodu odniesionych ran. Kapitana i marynarzy zabrano czym prędzej do lazaretów. Do północy większość łowców powróciła na leża. Nie wróciła jedna z par: "Złoty Lew" i jedna z litewskich fluit. Kolejna para straciła jedną pinasę. Z walki wyłączony jest także jeden mały galeon. Książę zasypiał pełen obaw o los swoich prywatnych żołnierzy, ale mógł się jedynie modlić że wrócą jeszcze jutro.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,

-
-

- Wojewoda

-
- Posty: 5064
- Dołączył(a): 21 kwi 2016, 13:36
- Lokalizacja: Tarnów
- Medale: 26
-
-
-
-
-
-
-
-
-
- Godności Kancelaryjne: .
- Stopień: Wielki Admirał
- Wykształcenie: Wojskowe
przez Maurycy Orański » 21 wrz 2026, 21:20
Tuż przed zapadnięciem zmroku, wiatr od zachodu przyniósł upragniony dla admirała widok. Prywatna pinasa Księcia Maurycego "Złoty Lew", oraz litewska fleuta wtoczyły się na redę Windawy. Okręty były niemiłosiernie poobijane, ale ich pokłady pękały od łupów, a w ładowniach znajdowali się cenni jeńcy, w tym szwedzki oficer Kapitan "Złotego Lwa" zameldował, że zapuścili się zbyt głęboko w szkiery sztokholmskie. Kiedy próbowali wycofać się ze zrabowanym srebrem, drogę zagrodziły im okręty szwedzkie. Tylko wybitny kunszt nawigacyjny kapitana i szaleńcza ucieczka w samo serce nagłego, jesiennego sztormu uratowały parę przed rozerwaniem na strzępy przez ciężkie armaty Szwedów. Zwieźli bezcenne łupy, ale potwierdzili obawy że Szwedzi wciąż są groźni. W tym samym czasie nadjechał goniec z wytycznymi od króla.'Windawa była bezpieczna, ale leżała zbyt daleko od głównego teatru działań. Cała połączona armada, włączając w to naprawione szwedzkie pryzy, miała natychmiast przerwać działania kaperskie, sformować zwarty szyk uderzeniowy i przemieścić się do Rygi. Z pisma, oficerowie dowiedzieli się jak wywiad oszacował flotę wroga zdolną do bitwy. Trzydzieści siedem jednostek, co prawda ustępujących wielkościom sprzymierzonym, ale wciąż groźnych. Potężna armada wyszła w morze. Przeprawa przez Cieśninę Irbeńską nie była już ostrożnym badaniem szlaku, jak kiedyś. Trzydzieści okrętów wojennych szło w twardym szyku torowym, z otwartmi furtami i zapalonymi lontami, gotowe w każdej chwili na spotkanie z wrogiem. Gdy czoło armady zbliżyło się do potężnych obwarowań Rygi i twierdzy Dyjament, z wałów miejskich oddano salut armatni. Flota odpowiedziała tym samym. Nie było to marnowanie prochu, ale jasny znak gotowości bojowej marynarzy. Okręty zarzuciły kotwice u ujścia Dźwiny,
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,

-
-

- Wojewoda

-
- Posty: 5064
- Dołączył(a): 21 kwi 2016, 13:36
- Lokalizacja: Tarnów
- Medale: 26
-
-
-
-
-
-
-
-
-
- Godności Kancelaryjne: .
- Stopień: Wielki Admirał
- Wykształcenie: Wojskowe
przez Maurycy Orański » 23 wrz 2026, 22:32
Książę Maurycy wydał rozkaz, który błyskawicznie uciął wszelkie myśli o odpoczynku czy schodzeniu na ląd do ryskich karczm. – Żadnych przepustek. Otworzyć miejskie arsenały i spichlerze! – zarządził z pokładu flagowca. – Ładować amunicję i żywność, dopóki statki nie osiągną linii zanurzenia. Wypływamy o świcie. Z rozkazu książęcego, miejski arsenał oddał flocie wszystko, co miał najlepszego. Wzdłuż pirsów i na redzie rozpoczął się mrówczy wysiłek. Skrzypiały żurawie portowe. Z przepastnych ryskich magazynów wyciągano dębowe beczki z prochem, W ślad za nimi na pokłady wciągano te pojemniki, które mieściły tysiące żeliwnych kul armatnich, worki z siekańcami i zwoje lontów. Z drugiej strony ładowano zapasy mające utrzymać załogi w sile: wędzone mięso, suszone ryby, setki beczek ze słodką wodą i ryskim piwem oraz suchary. Marynarze i żołnierze piechoty morskiej pracowali ramię w ramię z ryskimi dokerami. Książę Maurycy osobiście nadzorował załadunek, a jego obecność sprawiała, że nikt nie śmiał zwolnić tempa. W nocy, w jednym z budynków kapitanatu portowego, książę admirał zebrał dowódców swoich eskadr..
– Szwedzka flota zgromadziła się w Parnawie – Maurycy uderzył pięścią w mapę rozłożoną na stole, dokładnie w miejscu ujścia rzeki Parnawy. – Ich celem jest wsparcie wojsk lądowych z morza i zabezpieczenie ponownego oblężenia rygi Król nakazał nam temu zapobiec Spojrzał w zmęczone, ale twarde twarze swoich dowódców. – Znamy ich taktykę, a oni poznali naszą, gdy wyrwaliśmy im gardła podczas przełamywania blokady. Tym razem nie będziemy się skradać. Idziemy na nich całą masą. Uderzymy w ich zgrupowanie w porcie i na redzie. Zamkniemy ich we własnej zatoce, a potem zniszczymy, okręt po okręcie. Szwedzkie wojska lądowe mają zobaczyć z brzegów, jak ich bezpieczeństwo płonie i idzie na dno.-powiedział -Nie wiemy gdzie oni są. Może już wyszli i tu płyną.-powiedział Denhoff. -Nie zrobi to nam różnicy. Możemy ich pod samą Rygą pobić. Nawe będzie to lepiej. Niech mieszczenie patrzą to do czego zdolna jest nasza flota. Zrobimy im teatrum-oczy wielkiego admirała zapłonęły, dobrze znanym Litwinom, złowieszczym ogniem. Po rozdzieleniu miejsc w szyku i zadań, oficerowie udali się na spoczynek.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,

-
-

- Wojewoda

-
- Posty: 5064
- Dołączył(a): 21 kwi 2016, 13:36
- Lokalizacja: Tarnów
- Medale: 26
-
-
-
-
-
-
-
-
-
- Godności Kancelaryjne: .
- Stopień: Wielki Admirał
- Wykształcenie: Wojskowe
przez Maurycy Orański » 26 wrz 2026, 18:19
Poranek nad Rygą był rześki i wilgotny. Jesienny chłód potęgowała gęsta, biaława mgła, która unosiła się nad lustrem Dźwiny, spowijając kadłuby okrętów wojennych. Zaraz o świtaniu, z pokładu flagowca Księcia Maurycego padł pojedynczy wystrzał z falkonetu. Był to sygnał, na który czekały tysiące marynarzy. W kilka minut całe ujście rzeki ożyło. Ciszę rozerwał świst setek bosmańskich gwizdków, krzyk oficerów i miarowy, gardłowy śpiew załóg zapierających się na kabestanach. Potężne łańcuchy kotwiczne zgrzytały o kluzy, gdy dębowe lewiatany niechętnie zwalniały uścisk na błotnistym dnie rzeki. Jako pierwsze, ruszyły pinasy kurlandzkie, litewskie i te z floty urbińskiej. Zrzucały żagle zaledwie w połowie, by nie nabrać zbytniej prędkości, pełniąc rolę przewodników i ubezpieczając awangardę przed ewentualnymi mieliznami. Za nimi, formując podwójną kolumnę, posuwały się okręty uderzeniowe,w tym zdobyte jednostki szwedzkie. Przeładowane teraz do granic możliwości amunicją z ryskich arsenałów, siedziały głęboko w wodzie. Pod ich bukszprytami dumnie łopotały flagi z Orłem i Pogonią, budząc wściekłość każdego szwedzkiego jeńca, który to widział. Gdy armada mijała mury twierdzy Dyjament , fort ten wydawał się zaledwie kamykiem w porównaniu z siłą ognia zgromadzoną na wodzie. Komendant twierdzy, widząc ten niekończący się las masztów i łopoczących na wietrze purpurowych, złotych i czerwonych proporców, nakazał oddać pełen salut armatni. Huk dział fortecznych przetoczył się nad wodą, witając wypływającą flotę. W odpowiedzi, z flagowca Księcia Maurycego odpowiedział pojedynczy, głuchy ryk największej kolubryny burtowej. Oszczędzano amunicję na bitwę. Dym z salw zmieszał się z resztkami porannej mgły. Żołnierze na wałach zdjęli czapki. Wiedzieli, że ta stalowa pięść płynie na północ, by rozwiązać problem szwedzkiego panowania na morzach raz na zawsze.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,

-
-

- Wojewoda

-
- Posty: 5064
- Dołączył(a): 21 kwi 2016, 13:36
- Lokalizacja: Tarnów
- Medale: 26
-
-
-
-
-
-
-
-
-
- Godności Kancelaryjne: .
- Stopień: Wielki Admirał
- Wykształcenie: Wojskowe
przez Jerzy IV » 29 wrz 2026, 13:41
Poranek nad portem w Parnawie był wyjątkowo mroźny. Wiceadmirał Claes Fleming wydał krótki rozkaz. Z flagowego wielkiego galeonu rozległ się głuchy wystrzał armatni, a po chwili odpowiedziały mu gwizdki bosmanów na wszystkich pokładach. Kotwice poszły w górę. Ociężałe, wypełnione po brzegi wojskiem i amunicją okręty powoli zaczęły opuszczać bezpieczną przystań, wychodząc na pełne morze. Fleming, wspólnie z Gyllenstierną i Strömfeltem, zaplanował marszrutę i szyk z chłodną, matematyczną precyzją. Wiedzieli, że siły koalicji, dowodzone przez Orańskiego, liczą około kilkudziesięciu okrętów różnego rozmiaru i będą dążyć do decydującego starcia. Dlatego szwedzka armada uformowała twardy, klasyczny szyk torowy. Na czele i w środku formacji ustawiono najcięższe jednostki: dwa wielkie galeony, wsparte przez siedem galeonów wojennych i dziesięć ciężkich, przezbrojonych fleut. Te pływające fortece, najeżone działami i obsadzone gęsto muszkieterami, miały przyjąć na siebie główne uderzenie wroga i stanowić pułapkę gdyby Litwini zdecydowali się na walkę wręcz i abordaż. Z kolei lżejsze, zwrotniejsze okręty – osiem małych galeonów i dziesięć pinas – rozmieszczono na flankach. Ich zadaniem miało być osłanianie ociężałych kolosów, błyskawiczne reagowanie na próby oskrzydlenia przez Litwinów oraz wiązanie wroga w manewrowej walce, by zepchnąć go prosto pod burtowe salwy wielkich galeonów. Szwedzi obrali kurs na południe, kierując się prosto ku Zatoce Ryskiej. Byli gotowi wydać walną bitwę każdemu, kto odważy się stanąć na ich drodze, i ponownie zamknąć kleszcze wokół stolicy Inflant. 
/-/ Jerzy IV Dei gratia rex Poloniae, magnus dux Lithuaniae, Russiae, Prussiae, Masoviae, Samogitiae, Livoniaeque, Smolenscie, Severiae, Czernichoviaeque necnon magnus dux Oraniae, Rex Fidelissimus
-
-

- Jego Królewska Mość

-
- Posty: 2443
- Dołączył(a): 18 sie 2022, 12:22
- Lokalizacja: Dorpat
- Medale: 6
-
-
- Godności Kancelaryjne: .
- Stopień: Viceadmirał
- Wykształcenie: doktor net
kuchnie na wymiar kalwaria zebrzydowska
Powrót do Kampania Estońska
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość
|
|