Wody ujścia Dźwiny mieniły się kolorami zachodzącego słońca gdy do ryskiego portu wchodziła niewielka eskadra. Na czele formacji płynął galeon wojenny „Orania”. Za nim, niczym wierny pies, sunął "Złoty Lew". Na wysokim pokładzie rufowym „Oranii” stał Maurycy. Ubrany w obszytą szkarłatem sutannę, ale na szyi oprócz krzyża pektoralnego miał złoty ryngraf ze srebrnym krzyżem, a w dłoni dzierżył w dłoni bogato zdobioną laskę. Z zamyślenia wyrwał go dźwięk wystrzałów armatnich. To twierdza w Rydze rozpoznała flagę powiewającą na głównym maszcie galeonu i witała wodza sił morskich Rzeczypospolitej. W momencie dobijania do port Orański był już w pełni skupiony. Kurtuazyjnie przywitał się z burmistrzem miasta i skierował się natychmiast do twierdzy gdzie czekał na niego komandor Krystian Dönhoff, dowódca Czerwonej Eskadry Floty Litewskiej -Wasza Eminencjo, Wielki Admirale-Denhoff zasalutował sprężyście-Ryga i cała Czerwona Eskadra pozostają do twoich rozkazów. -Zostawmy tytuły i formalności dla patrycjuszy, komandorze- odparł twardo Maurycy, zatrzymując się tuż przed nie. - Szwedzi czują łatwy łup w Estonii. Jaki jest stan waszych okrętów?-dodał po chwili - Wszystkie ztery galeony pozostają w idealnym porządku od ostatniej inspekcji. Jesteśmy w stanie wyruszyć w morze w ciągu kilkunastu minut- z dumą odpowiedział oficer. -Cieszy mnie to, ale jeszcze nie czas. Nie wiemy jak rozwinie się sytuacja na północy. Jutro, skoro świt udam się do najbliższej jednostki Dywizji Inflanckiej rozpatrzyć się stanie sił lądowych-odrzekł książę -Tymczasem ja pchnę kuriera do Windawy i Kłajpedy- zaproponował Dönhoff -Do Kłajpedy popłyną moje okręty. Tam będzie nasza baza do napadów na nieprzyjaciela- admirał uśmiechnął się złowieszczo -Piractwo? Moi chłopcy pożałują że nie mają w tym udziału- zachichotał komandor -Kto wie co się stanie w przyszłości?- porozumiewawczo mrugnął książę, po czym oficerowie rozeszli się do swoich izb. W czasie gdy Maurycy docierał do Rzeczpospolitej, z południa nadciągało już kilkaset pieszych i konnych którzy, podobnie jak okręty, zmierzali do Kłajpedy. Po drodze, husaria, rajtaria,dragonia, Tatarzy, pancerni i Szkoci oraz hajducy budzili raz zainteresowanie i respekt, raz strach prostego ludu, który po widoku pochodu wieszczył zbliżające się nieszczęście wojny.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,
Wczesnym rankiem książę admirał już był na nogach. Z samego rana przygotował listy do garnizonów Inflant. Garnizonom Parnawy i Dorpatu nakazano aby przygotowywały się na ewentualne oblężenie. Żołnierzy stacjonujących Wenden poinformowano że to do tego miasta udaje się Orański, a także polecono aby stacjonująca tam artyleria wzmocniła twierdze na północy. Mitawskim rajtarom admirał polecił dołączyć do niego w Wenden. Następnie, sam przygotował konia do drogi podczas gdy pachołkowie kontrolowali wóz z bronią i wojennym rynsztunkiem wielkiego admirała i jego świty oraz zaprzęgali do niego konie. W tym samym czasie, na pokładach okrętów którymi przypłynął admirał wrzały przygotowana do odpłynięcia na południe. Dowódca "Oranii", który przejął dowództwo pod nieobecność wojewody, pilnie nadzorował każdego pracującego marynarza. Wobec wiszącej w powietrzu groźby konfrontacji niemożliwym było dopuścić do jakiegokolwiek błędu który mógłby wystawić na szwank gotowość bojową jednostek. Przed godziną siódmą niewielki poczet wyjechał z Rygi. Maurycemu towarzyszyło trzech dworzan oraz kilkunastu pachołków. Gdy Maurycy, po szybkim marszu przez pagórki Inflant, wjechał wreszcie w granice Wenden, ujrzał zamek swojej młodości. Tym zamkiem zarządzał niegdyś jako komtur. -Jeśli Szwedzi odważą się wejść w granice Inflant, rozpoczniemy wojnę podjazdową. Macie stać się duchami tych lasów. Odcinać zaopatrzenie. Palić mosty przed ich awangardą i topić tyły w błocie. Nękać dniem i nocą tak, by każdy kilometr drogi kosztował ich krew i wyczerpanie. Będą krwawić z tysiąca drobnych ran, zanim w ogóle zobaczą nasze główne siły.-spokojnie poinformował żołnierzy admrał po tym jak dokonał ich przeglądu.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,
Gdy słońce zaczęło powoli chylić się ku zachodowi, u bram Kłajpedy pociemniało od chmur kurzu wzbitego przez tysiące kopyt i podbitych gwoździami butów. Prywatne chorągwie księcia kardynała Maurycego, ściągnięte pośpiesznie z małopolskich majątków, zakończyły swój wyczerpujący marsz. Tymczasem, w Wenden zameldowali się kurlandzcy rajtarzy. Dołączyli oni do stacjonującego tu pułku tworząc mobilne zgrupowanie, zdolne rozproszyć się i nękać ewentualnych najeźdźców. W drodze do Dorpatu i Parnawy wciąż były siły artyleryjskie. Ciężkie półkolubryny posuwały się dość powoli, ale wobec tego że walka się jeszcze nie rozpoczęła to kanonierzy bez zmartwień po prostu robili swoje.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,
Świt 20 maja przyniósł gwałtowne ożywienie w zamku Wenden, lecz radość z nadejścia królewskich dekretów szybko została przysłonięta przez cień wojny. Niedługo po posłańcu niosącym królewskie wici, dotarł posłaniec z tajną wieścią. Okazał namiestnikowi dowodzącemu strażą zamkową tłok pieczętny z herbem Szaszor oznaczony malutką puncą w kształcie litery "T". Był to znak rozpoznawczy siatki wywiadowczej obejmującej Inflanty i tereny przygraniczne. Wywiad donosił o układach Buxhovedena i desancie Wrangla. Nie podawał jednak nic o ruchach i planach wroga. Niemniej jednak było to cenne ostrzeżenie. Książę nakazał jednemu ze swoich adiutantów udać się z tą wieścią do księcia hetmana i prosić o instrukcje. Litwin wziął ze sobą dwóch pachołków i poczet kozacki dla ochrony po czym wyruszył do Warszawy. Wobec grobowych wieści, ogłoszona mobilizacja z przezornego zabezpieczenia interesów Rzeczpospolitej przeobraziła się w wyścig z czasem. Machina wojenna Rzeczypospolitej ruszyła, ale jej koła obracały się powoli, podczas gdy Wrangel w Rewlu już formował swoje kolumny. W samym Wenden, Maurycy osobiście nadzorował zaciąg. Do zamku zaczęli zjeżdżać pierwsi wojownicy: uboższa szlachta inflancka, a także polscy i litewscy którzy osiedlili się tu później. Wendeńczycy, choć sformowani naprędce, znali każdy las i bagno w okolicy. Nie potrzebowali czasu na naukę rzemiosła, bo ich ojcowie walczyli ze Szwedami nieraz od pokoleń. Za nimi miały pójść kolejne chorągwie z Dorpatu, Parnawy, a także litewskie zaciągi z Wilna i Trok, ale to Wenden jako pierwsze dało przykład żelaznej lojalności wobec Rzeczpospolitej. Na rotmistrza zarekomendował Gottharda Dönhoffa, młodszego brata komandora Krystiana, co zostało prędko przegłosowane. Na szczęście, na kolumny Szwedów czekała już pierwsza zapora z kamienia, spiżu i stali: twierdze w Dorpacie i Parnawie. Książę Admirał już na początku swojego pobytu w Inflantach nakazał ich garnizonom przygotowanie się do oblężenia, a teraz zostały one wzmocnione dodatkową artylerią, która dotarła do nich już w nocy. Bez ciężkiej artylerii, wróg będzie musiał sobie zęby połamać by zdobyć te fortece.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,
Dzisiejszego dnia do Dyneburgu zaczęły docierać pierwsze pułki Dywizji Wileńskiej, a dokładniej to Kowienska i Wileńska i dokładniej to nie w całości, tylko lżejsze jazdy pod wodzą Rotmiszcza Ursyna. Reszta Dywizji miała do punktu zbiórki dużo dalej, ale poganiani przez Hetmana Radziwiłła poruszali się do przodu żwawo.
Hrabia IL Gubbio Regimentarz w Wojsku Kwarcianym Kasztelan Wileński
Nowe dekreta otworzone przez Maurycego w Sali Kapitulnej przynosiły wieści nader pomyślne. Król rzucał na szalę całe Wielkie Księstwo. Dekret rozciągał zaciąg wolentarzy na każde województwo Litwy oraz Rusi Białej. – Król dobrze to obmyślił – odezwał się stojący przy kominku sekretarz polowy, Jan Grodecki, odkładając na bok stertę czystych arkuszy papieru. – Ale ująć ten sarmacki żywioł w karby porządku to praca dla Herkulesa. Wolentarze to nie regularny żołnierz, Wasza Wysokość. Oni nie pójdą za byle kim. – Pójdą za tymi, których im wskażę – odpowiedział chłodno Maurycy, odwracając się od okna. Jego purpurowa piuska niemal jarzyła się w półmroku sali. – Jerzy dał mi prawo mianowania regimentarzy dla wszystkich trzech partii. To klucz do tej wojny. Jeśli damy im złych wodzów, rozpełzną się po karczmach, zanim ujrzą pierwszego Szweda. W tym samym czasie, gdy w Wenden analizowano królewskie pismo, na Litwie i Rusi ruszyła wielka lawina. Królewscy heroldowie, osłaniani przez kilku pancernych, wjeżdżali na rynki miast i przed kościoły, uderzając w bębny i odczytując wici. W Wilnie, pod murami zamku dolnego, tłoczył się barwny, hałaśliwy tłum szlachty. Młodzi, zaledwie kilkunastoletni wyrostkowie, którzy ledwo co przypasali ojcowskie szable, stali ramię w ramię z wąsatymi weteranami moskiewskich i kozackich potrzeb. Każdy słuchał o „szwedzkiej zdradzie w Rewlu” i „królewskim wezwaniu do obrony wiary i wolności”. – Na pohybel Flemingowi! Do broni! – ryczał młody szlachcic w karminowym żupanie, wymachując obnażoną czapką. – Nie będzie nam heretyk w Estonii praw dyktował! Rejestracja wolentarzy daleka była od urzędniczego ładu. Przed stołami, przy których siedzieli pisarze grodzcy, dochodziło do nieustannych swarów. – Jak to „do kupy z Nowogródkiem”? – pieklił się stary towarzysz który zaciągnął się do smoleńskiej chorągwi, uderzając pięścią w stół. – Moja rodzina od pokoleń pod własnym ziemskim znakiem staje! Nie będę w jednym szeregu z białoruskim zagonem służył, chyba że mój własny rotmistrz mnie poprowadzi! Mimo wszystko sprawnie spisywano poczty, targowano się o stypendia i żołd, sprawdzano zęby koniom i lufy bandoletów. Każdy zaciągający się wolentarz przyprowadzał ze sobą jednego lub dwóch pachołków, co sprawiało, że obozy rekrutacyjne rosły w oczach, zamieniając się w hałaśliwe, tętniące życiem miasteczka z płótna i drewna. Tymczasem, w krzyżackiej fortecy Jan Grodecki przysunął świecznik bliżej dębowego stołu. Blady blask ognia oświetlił twarz Maurycego Orańskiego. Kardynał trzymał pióro nad arkuszem, na którym widniały trzy nagłówki. Trzy Partie, które król Jerzy IV powołał do życia jednym pocięgnięciem pióra, wciąż pozostawały jak hydry ale bezgłowe. – Na Inflanty i Kurlandię damy człowieka, którego tutejsi Niemcy szanują, a nasi nie mogą nazwać obcym. Pisz: pułkownik Jan Wilhelm von Korff.-zadecydował admirał – Korffowie od pokoleń służą Rzeczypospolitej, zachowując przy tym posłuch u kurlandzkich stanów. Wilhelm von Korff uczył się wojny na zachodzie, pod okiem holenderskich inżynierów. Zna rzemiosło oblężnicze, wie, jak budować szańce ziemne i jak utrzymać w ryzach zaciężną piechotę. On rzadko się odzywa, ale gdy już wyda rozkaz, wykonują go bez mrugnięcia okiem zarówno polscy towarzysze, jak i niemieccy rajtarzy. On nie odda Szwedom ani piędzi ziemi wokół Dorpatu i Parnawy. Niemieccy mieszczanie otworzą przed nim spichlerze, bo ufają jego uczciwości, a nasza szlachta pójdzie za nim, bo pod jego komendą nie grozi im głód ani chaos. – Na Litwie potrzebujemy kogoś, kto potrafi okiełznać sarmacką dumę. Człowieka, którego nikt nie nazwie tchórzem, a którego ręka jest równie ciężka jak jego słowo. Buławę litewską oddaję w ręce pułkownika Samuela Komorowskiego. Grodecki uśmiechnął się lekko pod wąsem. Wybór był znakomity. – Komorowski... – mruknął sekretarz, pisząc nazwisko. – Szlachta żmudzka go uwielbia. Pamiętają mu, jak z trzydziestoma ludźmi pobił przed 10 laty podjazd Estoński. Chętnie pójdą jeszcze raz na tych łachurdów. – Na Ruś Białą poślemy diabła – powiedział vreszcie z cichym rozbawieniem. – Pisz: Bazyli Oskierko. Grodecki gwałtownie zatrzymał pióro, aż na papier upadła mała kropla atramentu. – Oskierko? Wasza Wysokość, przecież to rębajło! O nim mówią, że więcej czasu spędził w stepie z kozakami niż w kościele. Może i Smoleńszczanie go słuchają, ale on ma u szlachty opinię dzikusa! – I dlatego właśnie tam pasuje! – Maurycy uderzył dłonią w stół. – Szlachcic ze Smoleńska czy Mścisławia nie pójdzie za wyperfumowanym pułkownikiem z Warszawy. Oni potrzebują wodza, który pije z nimi gorzałkę na mrozie, sypia na gołej ziemi z siodłem pod głową i nie pyta o glejty, gdy trzeba ściąć szwedzkiego szpiega. Oskierko to wilk. Jego podjazdy potrafią przejść przez bagna, o których nawet miejscowi nie słyszeli. Nie zna strachu, nie zna litości i kocha wojnę szarpaną. Wrangel oszaleje, gdy Oskierko zacznie mu palić pięty. – Niech konni kurierzy natychmiast ruszają – rozkazał Orański– Jeden do Windawy, drugi do Kiejdan, trzeci do Połocka. Niech regimentarze natychmiast przejmują dowództwo i zbierają wolentarzy. Czas ucieka, Janie. Wrangel już pewnie ostrzy szablę w Rewlu. Chcę, żeby nasi ludzie byli gotowi, zanim pierwszy but Szweda skala naszą kochaną Rzeczpospolitą.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,
Z murów zamku w Wenden roztaczał się widok na dziedzińce i pola gdzie żołnierze Dywizji Inflanckiej, o wzięli pod swoje skrzydła wolentarzy. Pod okiem weteranów ochotnicy uczyli się lub doskonali umiejętności, jak z chirurgiczną precyzją operować bandoletem, jak dbać o proch i jak operować w ramach oddziału. Treningi wypełniały dni od świtu do zmierzchu, a każdy dzień przybliżał pierwszy wystrzał. Komendant Korff pojawiał się niespodziewanie na dziedzińcu, gdy tylko zauważył że ktoś popełnia nie poprawione przez nikogo błędy. Nie krzyczał; on cedził słowa, które raniły głębiej niż ostrza szpad. „Żołnierz nie jest człowiekiem, jest narzędziem. Macie działać jak maszyna. Maszyna nie myśli, maszyna pracuje” powtarzał, chodząc między ludźmi. Chciał, by w momencie spotkania ze Szwedem, ich ręce działały niezależnie od strachu. W międzyczasie nadeszły wieści że Żmudzini z piechoty łanowej w sile znacznego kontyngentu piechoty łanowej, dotarli do Rygi. Będą pilnować tamtejszego portu. Tymczasem na wschodzie, Oskierko, Rusin z krwi i kości, weteran niezliczonych wypraw kozackich – budował swoją partię. W jego obozowisku nie było miejsca na nudną musztrę Korffa. Oskierka, człowiek o niewyczerpanej fantazji i ciętym języku, werbował ludzi przy ognisku, przy akompaniamencie pieśni stepowych. Jego partia rosła w siłę nie dzięki rozkazom, lecz dzięki charyzmie. Oskierka zbierał wokół siebie ludzi, którzy kochali ryzyko tak samo jak on, tworząc oddział, który w niedalekiej przyszłości miał stać się zmorą szwedzkich patroli. Na Litwie, Komorowski nie bawił się w przemowy. Był starym zagończykiem, którego ciało było usiane bliznami z każdej kampanii ostatniej dekady. Wśród żołnierzy krążyła o nim jedna opowieść, która warta była więcej niż tysiąc werbunkowych listów: historia sprzed dekady, gdy zaledwie w trzydziestu ludzi rozbił w pył liczniejszy, wyborowy estoński podjazd. Ta legenda, wciąż żywa w pamięci szlachty, sprawiała, że każdy, kto stanął pod jego znakiem, czuł się niezwyciężony. Komorowski nie potrzebował musztry jak Korff; on potrzebował ludzi, którzy nie pękną w ogniu.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,
Wczesnym rankiem wyruszyli zwiadowcy Dywizji Żmudzkiej. Od rana świeciło prazace słońce i żołnierze jak i konie ociężale szykowali się do wymarszu. Z przodu jechały lekkie znaki, a za nimi z małym odstępem ciężkie. Hetman Wielki nie obawiał się szwedów, do granicy jeszcze było daleko. Obok Radziwiłła jechal mlody szlachcic, który od niedawna w wojsku służył, Porucznik Wokulski. Porucznik - Hetmania, ruszamy teraz, żeby stoczyć od razu bitwę i wyrzucić szwedów? Hetman - Nasza dywizja głównej Armi szwedów może nie podołać, dlatego teraz jedziemy do Wenden. Do Dywizji Inflanckiej, tam zobaczymy jak są rozlokowane wojska szwedów i wtedy zadecydujemy jak dalej wojnę poprowadzić. - A co jak nas wcześniej zaatakują? - jeżeli nas zaatakuje to nie będzie to siła szwedów, bo musieliby ominąć dywizje inflandzka. - A co jeśli zaatakują Inflacka dywizje? - jeżeli ocenią, że wygrają, to stoczą bitwę, a jeśli nie,to wycofają się do nas, ale koniec rozmowy, podjedź na przód kolumny i wypytaj Rotmistrzow, o ich obowiązki. Mlody Porucznik skręcił koniec w bok i pogalopował do najbliższego pułku
Hrabia IL Gubbio Regimentarz w Wojsku Kwarcianym Kasztelan Wileński
Z Białorusi ruszyła partia Wasyla Oskierki. To nie był marsz w milczeniu. Oskierko, z bandoletem przewieszonym przez ramię i szablą u boku, co rusz rzucał żartem w stronę swoich ludzi, podsycając ich i tak gorący animusz. Za nim, w radosnym chaosie, podążała jego charyzmatyczna partia: wolni ludzie, w tym kozaccy wiarusi, i białoruska szlachta. Choć z boku mogli wyglądać na swawolną gromadę, każdy z nich potrafił w pełnym galopie ściąć łeb szwedzkiego pikiniera. Ich konie szły lekko, a wozy taborowe zredukowano do minimum. Partia miała żyć z ziemi i krwii wrogów. Zupełnie inny widok przedstawiał pochód z Litwy. Samuel Komorowski prowadził swoje wojsko w ciszy przerywanej tylko dźwiękiem kopyt i rżenia koni. Komorowski, choć zagończyk, był żołnierzem. Nie tolerował brawury ani popisywania się. Jego żołnierze jechali w zwartych czwórkach, z twarzami zasłoniętymi przed pyłem wzbijanym przez setki kopyt. Podczas gdy Oskierko i Komorowski znaczyli drogi tumanami kurzu, w samej Rydze i wszystkich okolicznych miasteczkach oraz szlacheckich dworach rozbrzmiały werble. Na rynkach miast, odczytywano listy Maurycego.Ogłaszano zaciąg do trzech prywatnych kompanii dragońskich. Każdy kandydat musiał wykazać się biegłością w obsłudze ciężkiego muszkietu. Oczekiwano nie tylko celności, ale przede wszystkim szybkości i pewności w ładowaniu broni. Ochotnicy musieli też udowodnić że potrafią utrzymać się w siodle w pełnym rynsztunku. Na sam koniec, wymagany był bieg z muszkietem na plecach, z zapasem ołowianych kul i prochu w ładownicy, oraz ciężkim rapierem u boku.
Maurycy Wilhelm Jerzy kardynał Orański-Nassau Książę na Tarnowie i San Alberto, Kanclerz Wielki Biskup Krakowski baron Pesaro, wicekról Nowej Kurlandii, wojewoda sandomierski,
Szwedzka machina wojenna wreszcie przekroczyła granice Inflant. Zgodnie z wcześniejszymi rozkazami, siły inwazyjne od razu się rozdzieliły. Dywizja Żółta pod komendą generała Wrangla oraz estońskie oddziały księcia von Buxhoevedena odbiły na wschód, maszerując prosto na przygraniczne miasto Kardis. Pozbawiona silnego garnizonu mieścina padła błyskawicznie. Żołnierze, korzystając z prawa do wojennego zarobku, szybko splądrowali dobytek mieszczan, po czym rozłożyli się obozem, by złapać oddech. Mieli przed sobą tylko jeden dzień odpoczynku gdyż nazajutrz czekał ich marsz na południe, ku murom Dorpatu. Tymczasem Armia Główna oraz Dywizja Niebieska obrały kurs na Felin. Już wczesnym rankiem szwedzka straż przednia dotarła pod zamek. Rajtarzy nie zwlekali z pokazem siły bo wkrótce z okolicznych wiosek uderzyły w niebo gęste, czarne słupy dymu, zwiastując obrońcom Felina nadciągający zbrojny walec. Gdy w samo południe pod miasto nadciągnęły główne siły prowadzone przez Fältmarskalka Stenbocka, rozpoczął się krótki, lecz intensywny ostrzał. Zamek był zbyt słabo obsadzony, by utrzymać się przed taką masą wojska, więc jego upadek był tylko kwestią kilku godzin. Resztę dnia Szwedzi spędzili na plądrowaniu zapasów i odpoczynku w zdobytych murach. Wieczorem, w jednej z zamkowych izb, wódz naczelny zwołał krótką odprawę z generałem Hornem. – Pierwszy krok za nami, generale – powiedział Fältmarskalk Erik Stenbock, opierając ciężko dłonie o dębowy stół. – Wojsko ma dziś pełne brzuchy, ale od jutra zaczynamy właściwą kampanię. Z samego rana bierzecie pod komendę swoją Dywizję Niebieską i ruszacie na południe. - Jakie siły dostanę? - zapytał generał Horn. - Dziesięć kompanii piechoty Nowego Typu, dziesięć kompanii dragonów i bateria artylerii lekkiej. Macie zdobyć Karkus, a potem Helmet. Pamiętajcie tylko, by nie tracić łączności. Macie mi meldować o wszystkich waszych ruchach i ruchach wroga. – A reszta sił, panie feldmarszałku? - dopytał Generał Gustaf Horn – Ja z Armią Główną wyruszam jutro pod Parnawę – odparł pewnie Stenbock. – Posłałem już tam swoich szpiegów, żeby wywiedzieli się, czy Litwini poczynili jakieś przygotowania. Zobaczymy, czy zdołają nas zatrzymać.
Post wczorajszy nie wysłał się... Musiałem jeszcze raz napisać
/-/ Jerzy IV Dei gratia rex Poloniae, magnus dux Lithuaniae, Russiae, Prussiae, Masoviae, Samogitiae, Livoniaeque, Smolenscie, Severiae, Czernichoviaeque necnon magnus dux Oraniae Patriarcha et Episcopus Rotriae etc. etc. etc